Previous topic :: Next topic
Bunt
Author Message
Mith 
Łazik


Age: 22
Joined: 08 Jul 2008
Posts: 167
Location: z dziczy
Posted: 2009-08-10, 22:43   Bunt

O tej porze roku na Erge robiło się niesamowicie tłoczno. Czy to z powodu niedawnych letnich sztormów, które uszkodziły wiele statków, czy przez to, że tuż przed porą żniw można było zobaczyć w tych okolicach dużo więcej statków kupieckich (chłopcy z Horanu i Sabrii wracają do domu kopać ziemniaki - jak śmiali się liczni bywalcy tutejszych oberży), korsarze, piraci, przemytnicy i inni im podobni spływali w to miejsce, nadając mu atmosferę wielkiego miasta wyzwolonych ludzi.

Dokkt Innhald spędził tam już dwa tygodnie, łatając żagle Viktorii i pozwalając chłopcom nabawić się do oporu przed wyruszeniem w daleką podróż na północ, miał bowiem przeczucie, że w tym roku wybrzeże Selbiny będzie dla nich wyjątkowo przychylne. Teraz nadzorował jak załoga mocuje je na rejach. Był zadowolony, bo używając niewielkiej tylko ilości krzyku i gróźb przekonał swych ludzi do dodatkowego wysiłku i wyszycia na nich welkich glifów oznaczających zwycięstwo. Wystarczyło dać im wzór i jednego czy dwóch przekonać batami o tym, że takie nieludzkie napisy nie mogą im przynieść pecha i proszę, jak się pięknie spisali.

Jakiś nieuważny majtej puścił linę i jeden z żagli rozwinął się, prezentując glif, stworzony po prostu przez przyszycie do żagla kawałków płótna żaglowego zabarwionego na brązowo. Innhald nie musiał się nawet wysilać by otworzyć usta, bo zamiast niego zrobił to bosman, rugając nieszczęsnego chłopca tak, że lepiej dla niego byłoby skoczyć z masztu i utopić się w morzu, niż tego słuchać. Innhald tylko stał i patrzył na glif, piękny, ale jednocześnie jakiś niepokojący, i przez głowę przeszło mu, że robi coś niewłaściwego...

- Ładnie się prezentują, co? - jego rozważania przerwał bosman, który skończył już krzyczeć na majtka.
- Viktoria będzie śliczna - potwierdził kapitan.
- Myślałem co by zrobić, żeby była jeszcze ładniejsza - kontynuował bosman naturalnym tonem. - I wymyśliłem, żeby powiesić na niej to - wyciągnął zza pazuchy złoty medalion, ze wzorem słońca i ludzkiej głowy po środku.

Innhaldowi krew zastygła w żyłach. Patrzył na medalion ze zgrozą w oczach, i choć zdążył się opanować w jednej chwili, wiedział, że bosman to widział. I że wiedział... Jak mógł się dowiedzieć...

- Coś nie tak, panie kapitanie? - zapytał bosman, a jego głos brzmiał już inaczej, jakby czaiła się w nim groźba. Innhald dopiero teraz zauważył, że zrobił pół kroku w tył.
- Teraz to już chcesz ją chyba oszpecić - kapitan silił się na spokojny ton, ale jego słowa zabrzmiały oschle. - A na to nie chcę już patrzeć. Będę w Papudze - odparł i odszedł, rzucając przez ramię jeszcze jedno spojrzenie na Viktorię - pożegnalne spojrzenie.

Czerwona Papuga była jedyną knajpą na wyspie, gdzie był teraz bezpieczny. Wstęp mieli tam tylko kapitanowie (i to jedynie ci, których osobiście znał i zapraszał właściciel) oraz kilka najważniejszych osobistości z wyspy. Innhald mógł czuć się tutaj jak w azylu i teraz dziękował bogom, że umówił się akurat na to popołudnie na spotkanie ze znajomymi.

Cała trójka już siedziała: Ovlar Jaal, niepozorny starzec z siwą brodą i największa legenda Erge. Słynął z tego, że potrafił załatwić wszystko: broń, ludzi, potrzebny towar, nawet ładne dziwki. Innhald nieraz korzystał z jego pomocy i odpłacał hojnie, przemycając co tylko stary potrzebował. Karfa Hanura, młody kapitan z Selbiny o śniadej cerze, niezwykle przystojny, ale jeszcze bardziej szalony, robił karierę w niezwykłym tempie, decydując się na ryzykowne akcje, z których jakimś cudem zawsze wychodził zwycięzko. I Elene Erhard, rudowłosa Sambrijka z dużą domieszką krwi Innych, załogantka Jaragala (nikt spoza tego statku nie wiedział chyba jaką właściwie funckję tam pełni i co łączy ją z kapitanem, ponoć zawsze jej posłusznym). Trzy osoby podsumowujące całą Erge.

Innhald usiadł i od razu nalano mu rumu, produkowanego zaraz na zapleczu Papugi. Przejrzysty płyn był prawdziwym dziełem sztuki destylacji, ale Dokkt nie poczuł nawet, jak jego gardło płonie powoli, kiedy żywy ogień spływał do jego żołądka. Rozpoczęli kurtuazyjną rozmowę, jak zawsze, ponieważ nie do pomyślenia było złamanie zasad rządzących tym miejscem.
- Dużo sztormów przeszło nad wyspą?
- Kilka. I zabrały kilka budynków.
- Na południu było gorzej.
- Byłem na wschodnim brzegu Nimanu, jeden sztorm zniósł nas na skały. Wina sternika.
Wszyscy zrozumieli, że biedaka zjadły już ryby. Stary nalał kolejkę, wypito. Zapadła chwila ciszy.

Innhald wiedział, że to właściwy moment. Otworzył usta.
- Potrzebuję łódź. Szybko.
Ze zdziwieniem stwierdził, że słowa te nie padły z jego ust. Co więcej, wypowiedział je kobiecy głos. Obejrzał się w stronę Elene. A co też jej się przytrafiło?
- Ja też - powiedział. Hanura i Jaal spojrzeli na siebie, ale Innhald zwrócił się bezpośrednio do Elene - Ile masz pieniędzy?
- Jakieś 50 złociszy - zaczęła grzebać przy pasie.
- Ja też tyle.
- Nie wrócicie na statki po więcej? - zapytał Jaal.
- Ja nie mogę już wrócić - odparł Innhald spokojnie i położył na stole swoją sakiewkę, tak samo jak Elene.
Stary zabrał brzęczące woreczki i wstał z miejsca.
- Będę niedługo - odparł, kierując się do tylnego wyjścia.

Czekali na niego może kwadrans, popijając niespiesznie rum, zatopieni we własnych myślach. Jeśli Jaal szedł coś załatwić nie należało się niecierpliwić. W końcu przyszedł i rzucił jedną z sakiewek, znacznie wychudzoną.
- To macie na drobne wydatki po drodze. Łupina czeka na rzece.

Innhald i Erhard pożegnali się z towarzyszami tak, jakby wracali na noc do siebie i jutro mieli spotkać się znowu, a następnie wyszli tylnymi drzwiami i pomiędzy stawami z zacierem na rum i opuszczonymi barakami przeszli na drugą stronę portu, gdzie na rzece, odgradzającej go od południowej strony od dżungli, znajdowała się marina na małe łodzie mieszkańców. W tej chwili przycumowana była do niej tylko jedna łódka i dwoje uciekinierów nie zastanawiało się specjalnie, ale odcumowało i pozwoliło jej spływać z biegiem rzeki do ujścia. Pod pokładem jachtu, który zdawał się im być jedynie łupiną w porównaniu z ich wspaniałymi żaglowcami, znaleźli zapas jedzenia i słodkiej wody - co nie zaskoczyło ich specjalnie, bo stary załatwiał wszystkie interesy rzetelnie. Dopiero przy samym ujściu rozwinęli żagle i łódka znacznie przyspieszyła, a Innhald zaczął się zastanawiać, jaką to opowieść uda mu się wyciągnąć od swej uroczej towarzyszki podczas długiego, samotnego rejsu...

-----

To mi się przyśniło kilka dni temu. Nic nie zmieniłam (dlatego medalion jest prawie że monetą z POTC i Innhald płynie z rudą dziewczyną, chociaż i dziewczynę i rudą osobiście uważam za wyświechtany motyw), tylko dodałam kilka rzeczy, tak żeby sen trzymał się kupy, tzn. kilka przejść między scenami i imiona.

W śnie byłam oczywiście Innhaldem. Nie, nie wiem co oznaczał ten amulet i czego takiego dowiedział się bosman, ani tym bardziej co się stało biednej rudowłosej, ale powiem wam, mam teraz dylemat, które uczucie jest najgorsze na świecie - strach przed śmiercią z ręki zbuntowanej załogi czy to co czułam, kiedy ostatni raz patrzyłam a Viktorię...
_________________
 
 
     
Ardis 
Adeptus Astartes


Age: 24
Joined: 08 Jul 2008
Posts: 63
Location: dobre pytanie
Posted: 2009-08-14, 22:50   

Booooooo... :-/ Myślałem, że będzie tego więcej. Krótko, strasznie krótko. Ale zdaję sobie sprawę, że sen dostarcza tyle materiału, ile się jemu samemu chce, a nie, ile by chciał człowiek. :mrgreen:

A jeśli chodzi o dylemat - ha, tak to jest. Tylko w służbie Jego Boskiej Wysokości Imperatora, tylko na mostku potężnego okrętu Marynarki Imperialnej nie zna się wątpliwości ni strachu. Jak się pływa na pirackich krypach, trzeba się liczyć z konsekwencjami... :mrgreen:
_________________
"O praktyce mówimy, gdy system informatyczny działa, choć nikt nie wie, dlaczego. Z teorią mamy do czynienia wtedy, gdy system nie działa, ale znamy przyczynę. My łączymy teorię z praktyką: system nie działa, i nikt nie wie, dlaczego."
-- anonim
 
 
     
Mith 
Łazik


Age: 22
Joined: 08 Jul 2008
Posts: 167
Location: z dziczy
Posted: 2009-08-25, 22:51   

No co krótko? A jakie długie Ty masz sny? :P Jakbym chciała dopisać ciąg dalszy to bym pewnie przekroczyła limit znaków w poście, ale założę się że nie byłoby to takie fajne jak teraz :-)
_________________
 
 
     
Drake 


Joined: 20 Jul 2008
Posts: 102
Location: Kraków
Posted: 2009-09-01, 02:56   

Zawsze możesz dopisać dalszy ciąg w następnym poście...
_________________
"wodziarz i gieesowiec. Człowiek, który ma zaimplantowanego chipa z zasadami dowolnej gry fabularnej. Przez niego trzeba się było umawiać na tę sesję z trzytygodniowym wyprzedzeniem." (z blogu Krakonmana)
 
     
Mith 
Łazik


Age: 22
Joined: 08 Jul 2008
Posts: 167
Location: z dziczy
Posted: 2009-09-14, 22:44   

No nie, ja miałam nadzieję że was natchnę i sami coś dopiszecie... nie bądźcie leniwi, dałam dobry temat :-D
_________________
 
 
     
Drake 


Joined: 20 Jul 2008
Posts: 102
Location: Kraków
Posted: 2009-09-15, 13:43   

Żadnego dopisywania. Zaczęłaś pisać - pisz dalej!
_________________
"wodziarz i gieesowiec. Człowiek, który ma zaimplantowanego chipa z zasadami dowolnej gry fabularnej. Przez niego trzeba się było umawiać na tę sesję z trzytygodniowym wyprzedzeniem." (z blogu Krakonmana)
 
     
Display posts from previous:   
Reply to topic
You cannot post new topics in this forum
You cannot reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot vote in polls in this forum
You cannot attach files in this forum
You can download files in this forum
Add this topic to your bookmarks
Printable version

Jump to:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template Chronicles v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
Page generated in 0.24 second. SQL queries: 7